TRANSYLWANIA 2011

Data publikacji: czwartek, 8 wrzesień 2011

Rumunia – Transylwania

Transylwania zwana również Siedmiogrodem to magiczna kraina w samym środku dzisiejszej Rumunii odznaczająca się niezwykle barwną historią, zamieszkała przez ludność wielu narodowości, języków i wyznań, otoczona ze wszech stron malowniczymi Karpatami. Jest to kraina gdzie na stosunkowo niewielkim obszarze możemy odczuć klimat dawnej środkowej Europy, poznać obyczaje, historię, folklor kuchnię Rumunów, Węgrów, Niemców, Romów…

Na przełomie sierpnia i września wyruszyliśmy z grupą pienińsko-krakowską na wyprawę do magicznego Siedmiogrodu. Po nocy spędzonej w autokarze i przekroczeniu nieskomplikowanej, bo unijnej kontroli granicznej wjechaliśmy do Rumunii nie opuszczając tak naprawdę dawnych historycznych ziem węgierskich, wkraczając w swoiste węgierskie kresy wschodnie. Pierwszym punktem na naszej trasie było miasto Kluż Napoka dawny Kolożwar, w którym zobaczyliśmy pozostałości dawnych średniowiecznych fortyfikacji, dwie monumentalne świątynie: starą gotycką farę św. Michała oraz prawosławny sobór katedralny z lat 30tych XX w. Mieliśmy sporo szczęścia gdyż w tym roku w końcu dobiegły prace remontowe na głównym placu miasta, który przez obecnych rumuńskich gospodarzy remontowany był przez ostatnie dziesięciolecia. Powodem oficjalnym przeciągających się rozkopów było odnalezienie pozostałości po dawnej rzymskiej osadzie Napoca. Wszystko co związane z Imperium Rzymskim Rumuni traktują jako swoje dziedzictwo historyczne i narodowe, dlatego też w każdym porządnym rumuńskim mieście nie może zabraknąć symbolu Wiecznego Miasta czyli Wilczycy Kapitolińskiej karmiącej Romulusa i Remusa. Powodem faktycznym przeciągających się latami prac remontowych była tak naprawdę obecność niemile widzianego tutaj pomnika węgierskiego króla Macieja Korwina, który właśnie w Klużu się urodził. Pomnik wystawiony jeszcze przed I Wojną Światową przez ówczesnych węgierskich gospodarzy miasta był w dzisiejszych czasach niewygodny dla władającego miastem przez kilka ostatnich kadencji nacjonalistycznie nastawionego rumuńskiego burmistrza, nie można było go ot tak usunąć gdyż zapewne wywołałoby to protesty mniejszości węgierskiej a być może i skandal międzynarodowy toteż Król Maciej przez lata poddawany był stale przeciągającej się „konserwacji”. Z Klużu ruszyliśmy na południe w kierunku miasta Aiud, tutaj zatrzymaliśmy się na chwilę aby obejrzeć jedno z typowo siedmiogrodzkich rozwiązań architektonicznych z doby średniowiecza, mianowicie Kościół Obronny, założony przez niemieckich osadników otoczony pierścieniem murów i baszt, w którym w dobie reformacji funkcjonowały świątynie dwóch obrządków mianowicie luterańskiego i kalwińskiego. Miejsce sakralne pełniło zatem funkcje obronne na wypadek najazdu, a na co dzień w duchu tolerancji spotykali się w nim wierni nie tylko jednego wyznania chrześcijańskiego. Z Aiud ruszyliśmy wąską wiejską drogą w kierunku Gór Zachodniorumuńskich przemierzając skalisty Lisi Wąwóz dotarliśmy do niezwykle ciekawej miejscowości, w której gościliśmy najbliższe 2 dni. Rimetea to nazwa rumuńska, natomiast w użyciu najczęściej spotykamy węgierską nazwę Torocko. 99 % mieszkańców wsi stanowią Węgrzy, potomkowie dawnych górników złota. W okresie największego rozwoju w XVII i XVIII w. Torocko rozrosło się, a mieszkańcy pobudowali sobie niezwykle malownicze domki w stylu tzw. baroku wernakularnego. W ostatnich lata większość zabytkowych gospodarstw przystosowano na potrzeby agroturystyki, a wieś odznaczona została konserwatorskim wyróżnieniem, medalem Europa Nostra. Gospodarze podjęli nas typową siedmiogrodzką kuchnią, gęsta ciorba z warzywami i mięsem, tłusta wieprzowina, pyszne gołąbki w kiszonej kapuście z wiejską gęstą śmietaną, na deser ciasto jabłkowe i oczywiście palinka, miejscowy domowy destylat z gruszek i śliwek o mocy 52 %. Następnego dnia udaliśmy się na wycieczkę górską na górującą nad wsią Skałę Szeklerów o wys. ok. 1120 m n.p.m. Po drodze odwiedzamy zbór unitariański, nie ma w nim tak jak w większości kościołów ołtarza, głównym punktem świątyni jest ambona, z której głoszone są kazania zarówno przez mężczyzn jak i kobiety. Unitarianie nie uznają dogmatu o trójcy świętej, skupiają się na wierze w jednego Boga oraz na studiowaniu Pisma Świętego, odrzucając kult Jezusa, Matki Boskiej i świętych. Skomplikowane dysputy teologiczne w zborze przerywa nam jeden z kolegów, poganiając nas i wskazując że najwyższy czas wyruszyć w góry. Zatem idziemy. Przy kościele znajdujemy tabliczkę ze wskazaniem szlaku: Piatra Secului czyli Skała Szeklerów 1,5 godz. w górę i napis drobnym drukiem Drum Periculos (droga niebezpieczna), ale nie jest tak źle, mozolną wspinaczkę kamienistym żlebem zrekompensowały piękne widoki ze szczytu, z jednej strony głęboko w dolinie widzimy naszą wioskę, z drugiej rozległa Wyżyna Transylwańska z miastem Turda na horyzoncie, poznajemy je po kominach huty szkła. Po powrocie zmęczeni, trochę zmoczeni deszczem znowu próbowaliśmy miejscowej domowej kuchni, nie zabrakło również palinki J Kolejnego dnia z żalem opuściliśmy Trocko, pogoda trochę deszczowa więc ruszać w dalszą drogę nie każdemu się chciało, ale już po przejechaniu 30 km deszcz ustał, a niebo zaczęło się wypogadzać. Pierwszy przystanek Alba Iulia albo bardziej po polsku Białogród Julijski. Miasto wita nas ponurymi blokowiskami z okresu dyktatury Nicolae Ceausescu, jednak najciekawsze przed nami. W centrum miasta znajduję się twierdza habsburska z połowy XVIII w. która z lotu ptaka wygląda jak wieloramienna gwiazda, a w centrum twierdzy dwie monumentalne świątynie: Prawosławny Sobór Katedralny królów rumuńskich z okresu międzywojnia oraz stara romańsko-gotycka katedra rzymsko-katolicka, której spoczywają władcy Siedmiogrodu i królowie węgierscy, biskupi, ważni węgierscy politycy, a także Polka Izabela Jagiellonka, córka królowej Bony i Zygmunta Starego. Po uduchowionej wizycie w katedrach Alby Iulii udajemy się do Hunedoary, miasto na pierwszy rzut oka wygląda tragicznie, opuszczone zakłady przemysłowe, obskurne postkomunistyczne blokowiska, lecz i tutaj musimy przejechać przez całe miasto aby zobaczyć jego największy skarb. Potężne gotyckie zamczysko Jana Hunyadiego, władcy Węgier, pogromcy Turków. Więziony był tu również Vlad Palownik, pierwowzór hrabiego Draculi. Zamek był tak ważny dla Węgrów, że w Budapeszcie powstała jego kopia, zwiedzamy zamek, kupujemy pamiątki, kubeczki z Drakulą, wampirze zęby wszystko made in China, ale również próbujemy Kołacza Siedmiogrodzkiego, lane ciasto pieczone na drewnianym wałku posypane cukrem, cynamonem, orzeszkami…pycha! Z Hunedoary jedziemy w korku do naszego miasta docelowego Sighiszoary. Do hostelu docieramy późnym wieczorem na kolację rumuński specyfik mamałyga i nóżki z kurczaka. Nasz hotel to średniowieczna kamienica położona w centrum zabytkowej starówki wpisanej na listę UNESCO, kilka kamienic dalej jest dom Drakuli, w którym urodził się hospodar wołoski Wład słynący z bezkompromisowego wbijania Turków na pal, stąd jego przydomek Palownik. Postać ta w XIX w. stała się, razem z wierzeniami ludów zamieszkujących Karpaty, dla irlandzkiego pisarza Brana Stokera inspiracją do stworzenia postaci Draculi, dlatego też Sighiszoara, zamieszkana dawniej przez Niemców i Węgrów nazywana jest miastem Draculi. Rankiem następnego dnia odwiedzamy wieżę zegarową, symbol miasta, wspinamy się po 175 stopniach na wzgórze Kościoła Szkolnego. Schody przykryte zostały drewnianą galerią po to aby chronić uczniów przed deszczem i śniegiem podczas drogi do szkoły…ot niemiecka pragmatyka. Jedziemy dalej tym razem naszym pierwszym przystankiem jest Biertan, najpotężniejszy gród kościelny w Transylwanii wpisany na listę UNESCO, z trzema pierścieniami umocnień, wewnątrz grodu znajduje się kościół ewangelicki oraz baszta, w której swoje nabożeństwa odprawiali również mieszkańcy, którzy pozostali wierni kościołowi katolickiemu, także znowu mamy tu przykład na tolerancyjne funkcjonowanie dwóch wyznań. W Biertanie wita nas przewodniczka przedstawicielka mniejszości narodowej Sasów Siedmiogrodzkich mówiąca piękną dawną niemczyzną opowiada o historii i współczesności wioski. Wskazuje również na basztę, w której zamykano w jednym pomieszczeniu skłóconych małżonków o chlebie i wodzie do momentu aż się pogodzili, w ten sposób mieszkańcy wioski zapobiegali rozwodom, a basztę nazywa się do dnia dzisiejszego Wieżą Rozwodników. Większość Niemców wyjechała stąd z powodów ekonomicznych w latach 80tych i 90tych. Władze komunistyczne nie zatrzymywały Sasów gdyż sami chętnie by się ich pozbyli. Dzisiaj każdego roku we wrześniu odbywa się tu wielki zlot Sasów Siedmiogrodzkich. Jedziemy dalej, przed nami Karpaty Południowe wyrastają jak potężna ściana wznosząc się nad łagodnymi wzniesieniami Wyżyny Siedmiogrodzkiej oraz Doliną Aluty, którą wędrowali Dakowie, Rzymianie, Bułgarzy, Turcy i inni. Wjeżdżamy w Góry Fogarskie zwany w skrócie Fagaraszami z najwyższym szczytem Moldoveanu 2544 m n.p.m.. W latach 70tych, władca komunistycznej Rumunii Nicole Ceausescu, zwany „Słońcem Karpat”, z jednej strony w obawie przed atakiem sił imperialistycznego zachodu z drugiej strony przed interwencją ZSRR, a tak naprawdę kierując się swoją megalomanią zlecił wojsku budowę drogi militarnej wiodącej niezliczoną ilością zakrętów i serpentyn przez najwyższe pasmo Karpat Południowych. Widoki zapierają dech w piersiach, niektórzy młodsi uczestnicy chowają się ze strachu pod fotele autokaru. Wyjeżdżamy na wysokość 2100 m n.p.m. nad polodowcowe jeziorko Balea Lac. Po drodze uważamy na pasące się owieczki i świnki. Parking pełen samochodów, przy parkingu kilkanaście straganów z górskimi specjałami są tu dziesiątki rodzajów serów owczych, krowich, kozich, ze straganów zwisają pęta kiełbas, boczków, słoniny, domowej roboty destylaty winogronowe, owocowe, domowe wina. Wszystko czego dusza zapragnie. Kupujemy brynzę, owczy ser, protoplastę naszego oscypka, bowiem to właśnie pasterze wołoscy z południowych Karpat przynieśli do nas zwyczaje i kulturę pasterską, zauważamy podobieństwa do naszych górali w wielu nazwach, w muzyce ludowej, a także w tradycyjnym stroju. Zjeżdżamy w dół do Sibiu, (po polsku Sybin) dawnego niemieckiego Hermannstadt, niegdyś najbogatszego miasta Siedmiogrodu, Europejskiej Stolicy Kultury z roku 2007, również wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zwanego Rumuńskim Krakowem. W Sibiu natrafiamy na targi rzemiosła, cały rynek pokrywają stragany z ceramiką, wyrobami z wikliny, haftami itd. Spacerując po mieście odwiedzamy aptekę, w której odkryto homeopatię, kościół ewangelicki i katolicki, nie może zabraknąć fragmentów murów obronnych, wśród których nasza uwagę przykuwa Gruba Baszta, w której nieprzerwanie od XVIII w. funkcjonuje teatr. Do Sighiszoary wracamy późnym wieczorem na nocleg. Następnego dnia rankiem ruszamy w drogę powrotną do domu. Po drodze mijamy wioski zamieszkałe przez Cyganów, którzy wyrabiają niezwykle piękne ale i też drogie naczynia miedziane, można od nich kupić garnki, patelnie, a nawet aparaty do pędzenia destylatów alkoholowych, trzeba się mocno targować! I jeszcze przed granicą krótki przystanek w Oradei. Miasto leży tuż przy granicy z Węgrami i przez prawie 1000 lat aż do 1920 r. było węgierskie, odznacza się piękną architekturą secesyjną, projekty niechciane w Wiedniu czy Budapeszcie realizowane były w miastach na prowincji Cesarstwa Austro-Węgierskiego, z korzyścią dla tychże miast. Widzimy zabytkową niestety opuszczoną synagogę, kościół katolicki, greko-katolicki, sobór prawosławny, piękny secesyjny pałac Czarny Orzeł, a po drodze do granicy kolejna pamiątka minionego systemu, potężna elektrownia, której kominy widoczne są z miast po stronie węgierskiej. Zabieg celowy aby pokazać sąsiadom, kto jest teraz Panem na tej ziemi. Opuszczamy Rumunię, Żegna nas tablica z napisem DRUM BUN! (szczęśliwej drogi), kontrola na granicy 5 minut! Zostają miłe wspomnienia, zdjęcia, smaki kuchni w Torocko, widoki serpentyn w Fogaraszach, strzeliste wieże zamków, miast i kościołów, Węgrzy, Rumuni, Niemcy, Cyganie, katolicy, ewangelicy, kalwiniści, prawosławni, unitarianie, cały ten tygiel narodowo-wyzaniowy na pewno na długo pozostanie w pamięci.

Sławek Nosek

Mówią o nas

  • "Gdybym miał opisać idealny tramping, to ten właśnie takim był. Masa atrakcji (zjazd rowerami drogą śmierci, czy wyjście na lodowiec na ponad 5000 m). Piękne krajobrazy, sympatyczni ludzie. I zabawa przy lokalnej muzyce co noc....Kazik Pawłowski
  • Interesująco podane, pełne kompendium wiedzy zilustrowane przykuwającymi uwagę i zapadającymi w pamięć przykładami , poszerzone o materiały szczegółowe z omawianych zagadnień. Duża wiedza merytoryczna i dobre umiejętności...Beata Kamler – Loret Kurs w Katowicach

Nasze atuty

  • Ponad400

    Zorganizowanych wyjazdów

  • 10latna rynku

    Podróżujemy z Wami nieprzerwanie od 2006r.

  • Gwarancja jakości

    Podróżujesz z pasją już od pierwszego dnia

  • 20

    20 wyspecjalizowanych przewodników